Oszczędzanie

Promocje, czyli jak nabierani jesteśmy na super-okazje

Nie twierdzę, że promocje nie pozwalają na zakup czegokolwiek w lepszej cenie. Nie twierdzę, że zawsze jesteśmy robieni w przysłowiowe bambuko. Chcę natomiast uświadomić Wam (choć pewnie wielu z Was już o tym wie), że promocje cenowe to przede wszystkim mechanizm handlowy, a nie ukłon w stronę klientów. Dlatego zawsze staram się przekonywać wszystkich, by do wszelkich super-okazji podchodzili z chłodną głową, bo często wcale nie oznaczają one realnej oszczędności.

Promocje = sposób na zwiększenie sprzedaży

Pracowałem przez jakiś czas w handlu, obsługiwałem też przeróżne promocje. Absolutnie nie twierdzę, że mam w tym ogromne doświadczenie. Jednak jest ono wystarczające, by wiedzieć o jednym: w handlu najważniejszy jest ZYSK. I wszystko inne jest mu całkowicie podporządkowane. Korporacje, sieci handlowe, małe i wielkie sklepy – wszystko istnieje po to, by zarabiać. Tak działa właśnie kapitalizm.

Czy przemawia przeze mnie pesymizm? Może i tak. Ale zobaczcie: każdy z Was gdzieś pracuje lub pracował. I o ile nie były to fundacje charytatywne i jednostki administracji publicznej (i im podległe), to z całą pewnością pracowaliście w firmach, które miały charakter handlowy lub usługowy. I sami przecież wiecie, że firmy te istniały tylko po to, by zarabiać. Pewnie często uczciwie, starając się tworzyć optymalne warunki dla pracowników, ale mimo to – ZARABIAĆ.

Przede wszystkim – zysk

Dlaczego to podkreślam? Dlatego, żeby złapać lepszy wydźwięk w kwestii promocji cenowych. Jeżeli handel istnieje po to, by zarabiać, to konsekwencją tej zasady musi być odpowiednie miejsce „promocji” w całej tej machnie. Musimy uświadomić sobie jedno: promocje nie istnieją dlatego, że sklepy chcą zrobić prezent swoim klientom. Ani dlatego, że „mają gest”. Nie: promocje tworzy się po to, by napędzać sprzedaż i… zysk.

I już w tym miejscu podkreślam, że – jeżeli chcecie realnie oszczędzać na zakupach – w taki właśnie sposób musicie podchodzić do wszelkich promocji i wyprzedaży. Nie ma tu miejsca na cuda, bo w handlu cuda nie istnieją. I żadna promocja nie jest cudem, a jest bardzo istotnym elementem potęgującym sprzedaż.

Coś się nie sprzedaje? No to… promocja

Nie ma wcale jednego powodu, dla którego coś zostało przecenione. Takich powodów może być wiele i na pewno nie jestem w stanie omówić ich wszystkich w jednym wpisie. Weźmy np. sytuację, w której dany towar po prostu się nie sprzedaje: promocja ma wtedy na celu jego „wypchnięcie” z półki sklepowej. Jednak trzeba uważać: towar może się nie sprzedawać z różnych powodów.

Rzeczy pół-wartościowe

Zobaczcie np. ogromne przeceny na odzież. Czasami sięgają one nawet 80%. Niby super, ale po przymierzeniu danego ubrania często okaże się, że jest ono niewymiarowe i tak naprawdę nie ma prawa na nikogo pasować.

Wtedy oczywiście nie należy czegoś takiego kupować: będzie to tylko i wyłącznie strata pieniędzy (bez względu na cenę). Pamiętajcie, że jeżeli znajdziecie się w takim położeniu, dokładnie obejrzyjcie daną rzecz, wypróbujcie, poczytacie opinie. Na ogół będzie tu jakiś haczyk (choć oczywiście nie zawsze).

Droższe, znaczy lepsze?

Powiedzcie: jakie buty kupicie chętniej? Takie za 100 zł, czy takie, które kosztują 150 zł, ale zostały przecenione z 300 zł? Tak, wiem: ja też odruchowo wybrałbym ten drugi wariant. Wynika to z prostego przekonania, że to, co droższe, jest lepsze. Podświadomie uważamy więc, że dokładając niewiele więcej, kupujemy znacznie lepszy produkt. Cóż, niestety nie do końca tak to działa.

Technika kontrastu – promocje na niby

Działa tu z kolei prawo kontrastu, które bardzo chętnie i powszechnie stosowane jest przez firmy handlowe. Przytaczane tu pary butów mogłyby w rzeczywistości być dokładnie takimi samymi butami wystawionymi w dwóch różnych sklepach, które inaczej tylko podeszły do kwestii promowania produktu.

Sami odpowiedzcie sobie na pytanie, który sklep osiągnąłby większy sukces sprzedażowy. I niestety często w taki właśnie sposób jesteśmy nabierani na ceny (oczywiście podane kwoty i buty to tylko przykład, nie miałem na myśli analizy branży obuwniczej).

Cena promocyjna? Uwzględniona od początku

Idziemy dalej: współcześnie bardzo wiele promocji przewidzianych jest z góry. Producenci i handlarze z góry wiedzą, w jakich okresach wzrasta zainteresowanie danym produktem i planują obniżki cenowe właśnie na ten okres. Oznacza to, że ceny odbiorników w pozostałych okresach sztucznie są zawyżane, by zmniejszyć je właśnie na czas większego zainteresowania produktem.

Widać to na przykładzie telewizorów: ich sprzedaż zaczyna wzrastać w październiku, a ustępuje w okolicach końca stycznia. Producenci dobrze o tym wiedzą, dlatego właśnie nowe modele na ogół wchodzą na rynek w okolicach marca-maja. Wtedy ceny telewizorów są bardzo zawyżone, a ich sprzedaż jest nieco mniejsza – jednak zgodnie z planem biznesowym, największe zyski mają przynosić w cenach promocyjnych z końcem roku. Tak to właśnie działa.

Jak jeszcze działają promocje?

Wiele słyszało się także o manipulacjach cenowych, np. w okresie Czarnego Piątku. Sklepy, na kilka dni przed Black Friday, potrafiły zawyżać ceny produktów, by w ten kulminacyjny dzień przywracać je do wartości wyjściowej… nie omieszkując promować tego jako cena wyprzedażowa.

Wydaje się, że dla konsumenta jedynym pewnym momentem promocji jest wejście na rynek nowego gracza, który realnie chce pozyskać nowych klientów. Wtedy ceny potrafią być realnie obniżone i korzystne. Często producent chce przyzwyczaić klientów do swojej marki i organizuje sporą wyprzedaż, co również wpływa na faktycznie niższe ceny. Jednak szczerze? Spotykam się z tym dość rzadko.

Więc… kiedy kupować?

Oczywiście na temat stosowanych mechanizmów można pisać i pisać, nie o to jednak chodzi, by tworzyć o nich epopeję. Interesowało mnie zasygnalizowanie modelu pewnego zjawiska. Powoli kończąc powiem Wam, kiedy ja korzystam z promocji, do czego też gorąco zachęcam Was. Blog Życie Optymalne powstał w końcu po to, by promować jak najbardziej oszczędne i racjonalne rozwiązania.

Przede wszystkim nigdy nie kupuję w promocji czegoś, czego kupić nie planowałem. A o to właśnie chodzi w promocjach: chodzi o wywołanie impulsu i zmuszenie klienta do nieplanowanego wydatku. W przypadku więc rzeczy, powiedzmy – „niezużywalnych” (np. smartfony, telewizory, podzespoły do komputera, wyposażenie domu, itp.), nie zdaję się na żaden „spontan”. Owszem – jeżeli chciałem kupić smartfona i akurat zobaczyłem, że jest w promocji, to go kupiłem. Ale tylko dlatego, że i tak byłem skłonny wydać na niego większą kwotę.

Co kupuję w promocji? Np. produkty spożywcze

Tak naprawdę na promocje daję się skusić tylko wtedy, kiedy robię zakupy spożywcze (czy też np. kupuję środki czystości). I do tego namawiam też Was: mniej więcej każdy orientuje się, ile kosztują ziemniaki, piersi z kurczaka, ketchup czy sok. Nic nie stoi na przeszkodzie, by swój obiad zaplanować zgodnie z produktami, które aktualnie można kupić w niższej cenie niż zwykle. Przecier pomidorowy jest dużo tańszy? Super, to będzie pomidorowa.

Tabletki do zmywarki w świetnej cenie? Też kupię – i tak zostaną zużyte. Mój szampon za pół ceny? Cóż, nie omieszkam. Uważam, że tego typu zakupy oparte na promocjach mają największy sens.

Uważajcie na pseudo-promocje!

Przede wszystkim jednak nie działajcie impulsowo, zachęcam też do analizowania cen, sprawdzania ich historii i porównywania ich z innymi sklepami (np. przez Ceneo). Przede wszystkim – nigdy nie ufajcie promocjom spontanicznie, na ogół bowiem ceny wcale nie są tak korzystne, jak mogłoby się wydawać. Pamiętajcie: promocje to mechanizm sprzedażowy, który ma przede wszystkim nakręcić ZYSK.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook